Połknięta żaba
Jest taki stan, o którym rzadko się mówi. Jest taki moment w życiu, albo wiele momentów, kiedy za nim coś wypowiesz powinnaś ugryźć się w język i zamilknąć, czyli połknąć żabę. Połknięte żaby bywaj duże i małe, czasami bardzo długo zalegają w głowie i nie można ich tak łatwo się pozbyć. Czasami wyskakują z ust samodzielnie, gdzieś w mimo chodem rzuconym komentarzu. Ukrywają się w zwykłej rozmowie, między słowami i masz nadzieję, że nikt nie zwróci na nie uwagi.
Kiedy wydaje się, że niebezpieczeństwo mija, nagle twój interlokutor spogląda spod rzęs i pyta o tę żabę... Panika, atak histerii i hiperwentylacja w jednej sekundzie. A ty słyszysz ten opanowany głos, który wypowiada kolejne rzeczy, których nie chciałaś powiedzieć.
W głowie już jest pustka i już nic nie da się zrobić. Mleko się leje z rozbitego dzbanka, twój rozmówca mruga oczami z niedowierzaniem, a ty mrugasz oczami, bo czujesz wilgoć pod powiekami. Wielkie rumieńce wypływają na policzki i szyję, odwracasz twarz, żeby nie było widać twojego zażenowania samą sobą...
To najgorsze co może mnie spotkać. Tak trudno, potem, wszystko odkręcić, wyjaśnić i naprawić. Nawet jeśli przeprosisz, nawet jeśli uzyskasz przebaczenie, to niesmak pozostaje. Ty może zapomnisz za jakiś czas, ale ten kto to usłyszał i go to zabolało, będzie pamiętał.
Żywić urazę jest niezdrowo, ale bardzo rzadko można coś na to poradzić. Długie lata czasami mijają, nim żaba wyblaknie i zniknie ze świadomości tego kogoś.
Obojętnie czy żaba zostanie usłyszana, czy przeczytana gdzieś w liście, na komunikatorze czy SMS-ie, fakt jej egzystencji jest plamą na honorze i nic tego nie zmieni.
Komentarze
Prześlij komentarz