111
Dzień się skończył, ale noc nie. 111 podobno numeryczna perfekcja i magia. W tej dacie można zamanifestować wszystko co się chce i można oczekiwać tego, że to się spełni. Dlatego cały dzień wizualizowałam – moment podróży. Tę cudowną chwilę oderwania się od ziemi. Wiem jaka to ma być linia lotnicza – ta jedna z najlepszych. Siedzę wyjątkowo przy oknie, bo lubię oglądać chmury, kiedy pod głową mam poduszkę, a przed oczami ekran z filmem. Za moment zostanie podany posiłek i czuję zapach zupy miso. Wiem, że na drugie będzie ryż na 100%. Oprócz mnie i moich bliskich, w samolocie nie ma ani jednego Polaka. Na pokładzie dominują Azjaci. Ten lot nie jest bezpośredni, ale międzylądowanie jest przyjemne. Nocny lot i kawa w Starbucksie za kilkanaście dirhamów. Jeszcze mnie stać ;) Wlecząc się za tłumem transferowym idziemy pod gate. Już nie możemy się doczekać przesiadki i zrobienia pielęgnacji, bo skóra jest przesuszona i nie chcemy wyglądać jak śliwki do bigosu. Moje szerokie spodnie i klapki zadają szyku na jednym z największych lotnisk na świecie. Iza drobi, a Magda poprawia koszulkę. Japończycy napływają falami i widzimy, jak sadowią się w fotelach podobnych do leżaków. Zasypiają. Ja też próbuję się zdrzemnąć, bo jutro będzie touch down na Naricie i wielki sen się zacznie. Na chwilę odpływam myślami do zostawionych w domu spraw, poprawiając słuchawki na uszach. Praca, która daje mi mega power, musi chwilę poczekać – to znaczy około 21 dni. Walczyłam dla siebie o lepsze jutro i mi się udało. Ciężko na to pracowałam i zasłużyłam na odpoczynek. Pewnie, że na początku nie było łatwo, ale kiedy podejmowałam to ryzyko to wiedziałam, że teraz albo nigdy. Już raz skoczyłam na główkę i udało mi się, to drugi raz też tak będzie, spokojna moja rozczochrana. Sprawy mieszkaniowe dalej się toczą. Jest plan na zagospodarowanie pieniędzy jakie odzyskam. To też będzie znów powrót do kraju wschodzącego słońca. Zamykam oczy i już znikam w czerwonym gąszczu pajęczych lilii. Jeszcze tylko szybka wiadomość w komunikatorze: „Szkoda, że Cię tutaj nie ma. Ale będziesz tutaj ze mną następnym razem. Uśmiechniesz się do mnie i przytulisz mocno do siebie, a ja zmierzwię Ci włosy i powiem, że za mocno mnie ścisnąłeś.”

Komentarze
Prześlij komentarz